„Boże Ciało” – kolejny filmowy atak na Kościół? Recenzja najnowszego filmu Komasy

fot. Andrzej Wencel © Aurum Film

Tegoroczne Boże Ciało nieoczekiwanie przychodzi do nas jesienią. Zupełnie inne niż każdego rok, pełne skrajnych emocji i problemów. Dotknie kwestii na styku świętej wiary i codzienności przepełnionej ludzkimi grzechami. Do kin wszedł właśnie najnowszy film reżysera Jana Komasy – „Boże Ciało”. Może być to najlepszy polski obraz 2019 roku.

Daniel to zagubiony młody chłopak, który w poprawczaku odnalazł Boga. Wcześniej „robił kioski”, teraz chciałby zostać księdzem. To jednak niemożliwe ze względu na jego kryminalną przeszłość. Splot wielu wydarzeń sprawia, że w małym bieszczadzkim miasteczku zostaje uznany za duchownego i ubrany w sutannę zaczyna sprawować tam swoją „duszpasterską” posługę. Nikt nie wie, że jest to jedynie przebranie.

Jeśli ktoś spodziewał się w filmie ataku na Kościół to z kina wyjdzie zawiedziony. W opowiedzianej historii reżyser próbuje zwrócić w Bożym Ciele uwagę na dwie istotne kwestie. Pierwszą z nich jest problem postrzegania przez społeczeństwo poszczególnych ludzi. Jeden i ten sam człowiek – raz w kreacji wychowanka poprawczaka, drugi raz w kreacji duchownego – spotyka się z zupełnie odmiennymi reakcjami. Jako skazaniec jest wyrzutkiem, jako kapłan wzorem do naśladowania i powiernikiem największych tajemnic. Fakt przywdziania odpowiedniej kreacji, tutaj sutanny, powoduje zupełnie inny odbiór człowieka. Komasa zastanawia się co powoduje, że postrzegamy ludzi i traktujemy ich nie przez pryzmat tego kim są, tylko czym się zajmują lub jak wyglądają.

Miasto, w którym toczy się główny wątek fabuły, dotknęła wielka tragedia. W wypadku samochodowym zginęło sześcioro nastolatków. Wszyscy za ich śmierć obarczają kierowcę z drugiego pojazdu, z którym zderzyła się młodzież. Nie jest to jednak takie oczywiste. Nienawiść płynąca od rodziców zmarłych jest ogromna, a jednak próbują usprawiedliwiać się przed Bogiem, księdzem i samymi sobą, udając nieskazitelnych. I tu dochodzimy do kolejnego społecznego problemu, który sygnalizuje reżyser. Mimo że większości z nas bardzo bliska jest wiara i Kościół, to nie potrafimy wybaczać i żyć według deklarowanych chrześcijańskich zasad. Wszystko to sprawia, że stajemy się coraz bardziej podzieleni.

A w tym wszystkim on. Daniel. Bez szkoły, bez przygotowania duszpasterskiego. Z przeszłością, ze swoimi wieloma wadami, ale też z wielką miłością w sercu. W tej roli rewelacyjny Bartosz Bielenia, który na granicy sacrum i profanum staje na wysokości zadania. Na uwagę zasługują także wyjątkowo mocne ujęcia na ogromnym zbliżeniu twarzy głównego bohatera, które mają podkreślić jego wewnętrzną walkę, rozterki i głębie postaci. Dla widza jest to chwila, żeby mógł wyobrazić sobie co myśli i czuje wówczas fałszywy duchowny.

Z pewnością każdy kto wybierze się na ten film nie wyjdzie z kina bez żadnej refleksji. Obraz po prostu zmusza do zastanowienia się, jak w gruncie rzeczy wygląda nasze społeczeństwo. Wszystko to zostało ukazane w nieskomplikowanej historii młodego chłopaka i wielkiej tragedii w małym miasteczku.

W skali redakcji iTurek.net mocne 9/10.
Dobra: Dzień Edukacji Narodowej, Święto Patrona i ...
Mała inwestycja w duże bezpieczeństwo – zamontuj c...

Podobne wpisy

 

Komentarze

Umieść swój komentarz jako pierwszy!
Gość
środa, 26 luty 2020

Zdjęcie captcha

Redakcja:

Redaktor: Katarzyna Błaszczyk

Jedwabnicza 4, 62-700 Turek
Telefon: 508 220 173
Telefon: 508 759 732
e-Mail:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.