Smutki i małe radości. Marian Selewski z Ogorzelczyna przyjął tych , którzy uciekli przed piekłem wojny

Marian Selewski

Wojna w Ukrainie wybuchła w czwartek, a już następnego dnia do Mariana Selewskiego z Ogorzelczyna zadzwonił telefon. Zięć pytał, czy da radę przyjąć uchodźców. Pan Marian, który, przez lata tworzył rodzinny dom dziecka nie wahał się długo. Po 15 minutach zapadła decyzja, aby przyjąć tych, którzy uciekli przed rosyjską inwazją.

Marian Selewski: - Zastanawiałem się na początku czy dam sobie radę. W sobotę pojechałem do sklepu, żeby kupić sprzęt, w poniedziałek dotarł. Goście przyjechali w poniedziałek rano. Jak podjąłem decyzję miałem zamiar stworzyć normalne, ludzkie, rodzinne warunki. I takie póki co stworzyłem. W jednym budynku mam pięć mieszkań. U góry są duże pokoje, kuchnie i łazienki oraz korytarz. Na dole w tym budynku również mam mieszkanka. Są tu dwa pokoje trochę mniejsze i również kuchnie. Wszystko wyposażone- lodówki, kuchnie, piekarniki, mikrofale, telewizor w każdym mieszkaniu. Tak rodzinami tu mieszkają- matki z dziećmi. Na tym miał być koniec, ale telefony się urywały i miałem jeszcze górę w drugim budynku i przyjęliśmy kolejne osoby. W tym budynku każda rodzina ma swój pokój z tym, że kuchnia jest wspólna i łazienka, pralka. Ostatnią rodzinę umieściłem w swoim pokoju z którego zrezygnowałem i też mają pokój z aneksem kuchennym i łazienkę. Warunki są w miarę domowe. Może nie mają ci ludzie własnego domu, nie mają atmosfery, którą tam mieli wśród swoich, ale dzieciaki mają też plac zabaw, córka ma salkę zabaw z której korzystają. Dorośli mają siłownię zewnętrzną.

Dzieci poszły do szkoły i przedszkola, a najmłodszy mieszkaniec ma dopiero pięć miesięcy. Do Ogorzelczyna przyjechał z mamą i babcią. Pan Marian wiele rzeczy zrobił sam, ale pomoc przyszła też od lokalnych firm. Sun Garden umożliwiło wyposażenie mieszkań w kołdry i poduszki, pomogło starostwo i radni powiatowi, którzy zebrali wśród siebie pieniądze. Wsparcie dali też mieszkańcy sołectw z gminy Tuliszków, szczególnie społeczność z Piętna. W oczach wszystkich gości widać ogromną wdzięczność. Szczególnie okazują ją dzieci, które przecież nie mają teraz obok siebie swoich ojców.

Marian Selewski: -Chodzi tu mała dziewczynka, która nie chce wyjść ze szkoły. Nauczyciele się dziwią bo inne dzieci wokół niej się zbierają, bo ona ćwiczy lepiej od wielu i doskonale rozumie już po polsku. Radzą sobie doskonale. I tu nie chodzi o wielkie oceny tylko żeby w zdrowym środowisku przebywały rówieśniczym i mogły pracować. Jedna dziewczynka przyjechała w jeden dzień i na drugi chciała już iść do szkoły. Nie mogła się doczekać. W Ukrainie miała być akademia i chciała powiedzieć wierszyk, którego się nauczyła. Bardzo chciała powiedzieć go dzieciom w nowej, już polskiej szkole. Bardzo wzruszające doświadczenie. Jest u nas kobieta z synem niepełnosprawnym, która chciałaby jak najszybciej wrócić do domu, co jest całkiem zrozumiałe. Niestety obecnie nie ma jak. Oni nie mają gdzie wrócić. Ci ludzie ukrywali się cztery dni w piwnicy, nie mieli jak wyjść i z tym co wyszli z tym przyjechali tutaj. Są również świadkami rozstrzelania nastolatki, która nie chciała opuścić matki. Mamy również matkę w ciąży, którą wspaniale zajął się doktor. Jest pod stałą opieką.

W ubiegłym roku, po 18 latach pan Marian zakończył prowadzenie Rodzinnego Domu Dziecka „Przystań”. Gdy wydawało się, że dla tego ciepłego, serdecznego człowieka nadszedł czas zasłużonego odpoczynku, on nie patrząc na ograniczenia i przeszkody znów wyciągnął dłoń do tych, którzy znaleźli się w potrzebie. Czy jest ciężko?

Marian Selewski: - Już to powoli się unormowało. Mamy jeszcze trochę pracy. Ja nie jestem w stanie czasem fizycznie, ale syn pomaga. Mamy trochę mebli do skręcenia i tym podobne rzeczy. Niemoc czułem do pierwszej niedzieli po przybyciu gości. W niedzielę po raz pierwszy od decyzji trochę drzemki sobie zrobiłem. Ale prawda, trochę walki było. Był też problem z ogrzewaniem. Popsuł się piec, a wiadomo ogrzać wszystkie te budynki jest wyzwaniem. Tygodniowo przeznaczamy na to 700 kg węgla. Dobrze, że miałem zapasy w momencie, gdy węgla po prostu nie ma. Wyzwanie jest duże, ale nie żałuję. Jak kiedyś powiedziałem- mi pomogli kiedyś w 81 roku, w stanie wojennym i dzięki temu rodzina przetrwała i jest. A zdrowie? Ja nie mam teraz czasu myśleć o zdrowiu i chyba to jest najlepsze lekarstwo.

Trudne momenty osładzają małe chwile radości przeplatane ze wzruszeniami. Wdzięczności za okazane dobro nie kryją kobiety, które zmuszone były uciekać z ogarniętej wojną Ukrainy. W ich słowach nie brakuje wdzięczności.

Maria, uciekła z Ukrainy wraz z córką i pięciomiesięcznym wnukiem. Doskonale mówi po Polsku i zaprosiła nas do swojego niewielkiego mieszkania, jakie w Ogorzelczynie stworzył dla wojennych uchodźców Marian Selewski.

Maria: - Jest to tak dobry człowiek. Zawsze się za nami wstawi. W czym może w tym pomoże. Jednak chce się do domu. Dzieci czasem płaczą, czasem się śmieją. Nie są przecież w swoich domach. Pan Marian jednak pomaga nam we wszystkim. Co chcemy to mamy. Jest to cudowna rodzina.

Marian Selewski: -Najtrudniejsze było zapewnić tym ludziom godziwe warunki. Ot takie można szybko zrobić, ale zapewnić komuś drugi dom jest trudno. A czy się udało? Trzeba zapytać moich gości. Cieszy mnie jak ci ludzie wyjdą na dwór, porozmawiają, uśmiechnięci powiedzą "dzień dobry". Zrobiliśmy Dzień Kobiet, było ciasto, kwiaty, bombonierki. Wiele wzruszeń. Uważam, że takie rzeczy też są potrzebne. Największą radością dla mnie jest natomiast uśmiech tych maluchów.

Koncert muzyki polskiej w wykonaniu uczniów Państw...
Wysoki mandat, punkty karne i utrata prawka. Kolej...

Podobne wpisy

 

Komentarze

Umieść swój komentarz jako pierwszy!
Gość
poniedziałek, 15 sierpnia 2022

Zdjęcie captcha

Redakcja:

Redaktor: Katarzyna Błaszczyk

Kwiatowa 24, 62-700 Turek
Telefon: 508 220 173
e-Mail:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.