Same chęci i umiejętności to nie wszystko. Kamil Gardzielik o swoich sukcesach na zawodowym ringu

Kamil Gardzielik

Po blisko rocznej przerwie pochodzący z Dobrej Kamil Gardzielik wrócił na zawodowy ring i stoczył zwycięską walkę podczas Gali MB Boxing Night 6, pokonując zawodnika z Białorusi Mikalaia Kuzmitskiego. Specjalnie dla naszej redakcji opowiedział o tym, skąd taka długa przerwa w walkach, jak przygotowywał się do powrotu oraz jakie są jego plany na przyszłość.

Powróciłeś na ring po długiej przerwie. Co wpłynęło na taką decyzję i co zmieniło się przez ostatnie kilkanaście miesięcy?

Roczna przerwa spowodowana była wieloma czynnikami. Przekonałem się, że boks zawodowy to nie jest łatwy sport ale także niełatwy biznes. Umiejętności oraz chęci nie wystarczą, żeby mieć dobre walki. Na początku miałem sporo walk w dość szybkim tempie ale czym dalej tym ciężej sprowadzić dobrego zawodnika do Polski w określonym budżecie. Miałem jednak za sobą w tym czasie udany wyjazd na sparingi do Australii. Toczyłem również sparingi z Mistrzem Europy Kamilem Szeremetą oraz pretendentem do tytułu Mistrza Świata Maćkiem Sulęckim. Cały czas dzięki pomocy sponsorów mogłem przebywać w Warszawie i rozwijać się pod okiem trenera Andrzeja Liczika. Nie był to więc czas zmarnowany, ale liczyłem, że szybciej pojawię się w ringu. Koniec końców udało się dogadać z Mateuszem Borkiem i dostałem szansę powrotu na ring na jego gali.

Czy obawiałeś się swojego ostatniego przeciwnika, którym był Mikalai Kuzmitski?

Przed walką nie wiedziałem za dużo o swoim przeciwniku. Znałem tylko jego rekord. On też wracał na ring po przerwie nawet dłuższej niż ja także szanse były równe. Widziałem jakieś urywki z walk ale krótkie ponieważ wygrywał przed czasem bo też nie miał wymagających przeciwników. Znałem jednak białoruską szkołę boksu, bo sporo czasu będąc jeszcze amatorem spędziłem na obozach w Białorusi. Stąd mogłem wywnioskować, że na pewno stoi na wysokim poziomie technicznym i że ma charakter do walki. Przyjechał do Polski i przygotowywał się z trenerem , który mnie dobrze zna dlatego miał trochę łatwiej. Widziałem krótkie fragmenty ich treningów i tam było widać, że umiejętności ma spore. Jego trener również zapowiadał zacięta i ciekawą walkę. Wchodziliśmy więc oboje niepokonani i głodni zwycięstwa, a ja myślałem tylko o tym żeby narzucić swój styl walki. Byłem dobrze przygotowany więc się nie obawiałem, ale roczna przerwa na początku walki dała się we znaki.

Przygotowania do powrotu trwały zapewne kilka miesięcy. Na czym polegały?

Przygotowywałem się do tego pojedynku już od 5 sierpnia. Byliśmy na zgrupowaniu kondycyjnym w Zakopanem a później trenowałem w Warszawie. Nastawiałem się , że wrócę między liny szybciej na przełomie września i października. Na ring wyszedłem jednak dopiero w listopadzie. Byłem w ciągłym treningu i czekałem na swoją szansę. Całkowity obóz przygotowawczy był więc bardzo długi i bardzo ciężki dla mnie o czym przekonałem się pod koniec przygotowań, gdzie było naprawdę trudno i doskwierały mi już małe kontuzje. Na szczęście udało się wszystko opanować i wyjść do walki zdrowym. Cały czas trenowałem z trenerem Andrzejem Liczikiem, a na dwa tygodnie przed walką trener musiał wylecieć do Stanów Zjednoczonych i w Warszawie pomagał mi trener Paweł Kłak oraz Łukasz Brończyk. Ostatni tydzień przed walką spędziłem już na miejscu szlifując formę z moim byłym i niezawodnym trenerem Dariuszem Kasprzakiem. To on stał w narożniku z moim przyjacielem Jakubem Tichoniem. Wszystkim zatem bardzo dziękuję za pomoc.

Najtrudniejszy moment podczas walki to…

Podczas walki czułem się pewnie i konsekwentnie realizowałem swój plan. Ciągle jednak byłem uważny ponieważ przeciwnik był do końca niebezpieczny i potrafił mocno uderzyć. Do tego rękawice w boksie zawodowym są naprawdę twarde więc zawsze trzeba uważać. Najważniejsze było to aby narzucić swój styl i dyktować warunki w ringu. Biłem dużo mocnych ciosów na korpus i myślę, że przyniosły wyczekiwany rezultat choć zawodnik był bardzo odporny.

Pojawił się moment zwątpienia?

Nigdy nie wątpię w siebie bo w ringu nie ma miejsca na takie rzeczy. Każdy ma szansę zmienić losy walki jednym ciosem lub chwilą nieuwagi dlatego pozostaje skupiony i myślę wtedy o boksowaniu. W ringu czułem się dobrze, cieszyłem się z powrotu.

Podczas walki miałeś ogromy doping. Czy takie wsparcie pomaga?

Doping zawsze pomaga i chociaż niekiedy nie słyszę co ktoś krzyczy, bo się na tym nie skupiam to na pewno dodaje pozytywnych emocji. Tak było i tym razem mimo, że kibice nie dopisali tak jak podczas wcześniejszych walk to Ci którzy przyjechali dali z siebie wszystko. Za to im serdecznie dziękuję. Mimo sporej odległości i nie tanich biletów to byli ze mną i dopingowali mi na żywo.

Co czuje się po wygranej walce? Pojawia się euforia czy zmęczenie?

Po walce jestem zadowolony i psychicznie jest bardzo dobrze, bo zszedł już cały stres i emocje. Mogę chwilę odpocząć i pobyć z bliskimi. Fizycznie oczywiście jestem bardzo zmęczony, ponieważ to był długi i ciężki obóz. Mnóstwo wyrzeczeń, do tego zbijanie wagi nałożyło się tak, że już dzień przed walką nie czułem się najlepiej. Podczas walki byłem jeszcze zdrowy. Niestety na drugi dzień dopadło mnie mocne przeziębienie.

Gdyby można było cofnąć czas i zmienić coś w ostatniej walce…

Jeszcze nie obejrzałem całej walki, tylko skróty. Za dużo bym nie zmienił, bo jestem zadowolony. Rywal zawiesił wysoko poprzeczkę , a dzięki temu mogłem pokazać swój najlepszy boks. Na pewno po celnych ciosach mogłem ponawiać akcje i szukać szybszego zakończenia walki , a nie odpuszczać.

Co dalej? Kolejna dłuższa przerwa czy kolejne walki?

Odnośnie planów - muszę wrócić do Warszawy i porozmawiać z promotorami. Na pewno będę rozmawiał o dalszej współpracy z Mateuszem Borkiem. Mam już 10 walk, z walki na walkę się rozwijam i myślę, że czas na większe wyzwania. Stoczyłem już trzy walki po osiem rund, może w przyszłym roku uda się zakontraktować walkę na 10 rund. Myślę, że do ringu wrócę na przełomie marca i kwietnia.

Spodziewałeś się tego, że zawodowy ring będzie dla ciebie tak łaskawy i wszystkie walki okażą się wygrane?

Po to trenuję i poświęcam się, żeby wygrywać. Wiadomo, w boksie zawodowym nie jest łatwo i oprócz poświęcenia trzeba mieć sporo szczęścia, aby zajść daleko. Ja cały czas dobieram wokół siebie odpowiednich ludzi, aby spełniać swoje marzenia. Mierzę wysoko, ale wiem, że muszę być cierpliwy. Mimo wszystko wierzę, że w przyszłym roku uderzę mocniej i będzie to rok przełomowy. Jestem doświadczonym zawodnikiem. Liczę , że uda mi się wylecieć na jakieś mocne sparingi do Stanów Zjednoczonych lub Anglii oraz że dostanę dobre propozycje walk.

Na koniec chciałbym oczywiście podziękować swoim sponsorom firmie Deftrans z Milicza, Marcinowi Wypchło z firmy Alexas oraz koledze Rochowi z ClassyCar. Dziękuję również wszystkim kibicom oraz całej rodzinie na czele z moją narzeczoną Patrycją. Mam nadzieję, że przyszły rok będzie bardziej owocny i zapewni wszystkim sporo emocji. Zachęcam do obserwowania mnie w moich mediach społecznościowych gdzie będę relacjonował na bieżąco co u mnie.

Dziękuję za rozmowę.

Barbórka 2019: Adamów będzie kopać do 2023 roku? Z...
Potrącił 9-latka na pasach. Był pijany

Podobne wpisy

 

Komentarze

Umieść swój komentarz jako pierwszy!
Gość
czwartek, 16 lipiec 2020

Zdjęcie captcha

Redakcja:

Redaktor: Katarzyna Błaszczyk

Jedwabnicza 4, 62-700 Turek
Telefon: 508 220 173
Telefon: 508 759 732
e-Mail:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.