Mało kto ze współczesnych mieszkańców miasta oraz powiatu wie, że w Turku w roku 1648 zostały oskarżone o czary dwie kobiety, na które ostatecznie wydano wyrok śmierci.
Zachowały się akta z tego procesu: Najprzód Anna Jedynaczka benevo pytana co ją do tych złych uczynków przyprowadziło? Odpowiedziała: że to, żem pływała – ale nie wiem czemu, kokosz tam też w ogrodzie znalazła Jagna Wścibidurzy, a i to mię też do Pana odniosła i Bogdajka mię prosiła, żebym nic o tej kokoszy nie kleciła. Powiadają, że tam w ogrodzie ta kokosz na jajcach siadała, a kiedy jej jajca pobrano, były robaki jakieś pod nią, z czerwonemi łbami, co jej oczywiście wymawiała taż Wścibidurzyna: „żeś Anno zakrywała te robaki liściem kapusty i gdyś ty z ogrodu wyszła, jam to zaraz oświadczyła. Widziałaś djabła e converso a 1egavit? Żem widziała – odpowiedziała Jedynaczka – niechże tak będzie. I to znowu rzekła: O wodo! Wodo! Tyś mię niesprawiedliwie osądziła! Anna Bogdanka z Koźmina zeznała benevole: dla tegom pływała, bo mię na bok wrzucono, a insze mężowie puszczali na nogi i nie chciały pływać, innym moim towarzyszkom mówiłam w spichrzu siedząc, żeby nie kleciły lada czego, ja nic nie umiem i nic nie powiem, ale moi panowie kiedyby mię jegomość kazał wypuścić, dałabym krowę, już to próżno, by nas było osobno posadzono, tedy byśmy były się nie namawiały.
Zołja Kaliścina zeznała benevole, żem dlatego pływała, bom na sobie miała grzech o dziecię, którem była u Bożej Męki zakopała. Jedynaczce mówiła Bogdajka: miła Anno, nie opowiadajże nic, bo ciebie najpierw wezmą. Anna Strzeżyduszyna zeznała: z tej przyczyny mię wzięto, żem pływała, ale niejednakowo rzucano w wodę, jedno z ochroną, a drugie jako mogło być, tom też od ludzi słyszała, że kiedy która czarownica, chociaż ją pogrążają, tedy ona przecie pływała jako kaczka, ale jam tylko głowę z wody wyścibiała. Anna Jedynaczka po południu zeznała dobrowolnie, że nic nie wiem, tylko wróżenie; kiedy komu co zginęło, tom położyła na talerzu dwa kęski chleba rżanego (razowego), a dwa węgle, a kąsek chleba wetknąć na igłę, a tak on chleb – będzie biegał i jeżeli stanie nad chlebem tedy się zguba powróci, a jeżeli nad węglem tedy się już trudno powrócić ma. Takim że sposobem w powietrzu mór: gdy mnie kto prosił, tom wspomniała św. Piotra i Pawła, to kiedy stanęło na rozpalonym węglu, to już umarł, a kiedy nad chlebem, to żyw został i jest ich dość żywych com im wróżyła. Nagrodę od nich miewałam dobrą.(…).
Ponieważ tekst może okazać się trudny do zrozumienia ze względu na swój archaiczny język, pomijamy resztę zapisu i dokonujemy jego translacji na współczesną polszczyznę.
Całość brzmi wówczas następująco: Najpierw Annę Jedynaczkę zapytano, co doprowadziło ją do tych złych uczynków. Odpowiedziała, że chodzi o to, iż „pływała” (najpewniej poddano ją próbie wody), choć nie wie dlaczego. Powiedziała też, że Jagna Wścibidurzyna znalazła w ogrodzie kurę i zaniosła ją panu, a Bogdajka prosiła Annę, żeby nic o tej kurze nie opowiadała. Mówiono, że w tym ogrodzie kura siedziała na jajach, a kiedy jej jajka zabrano, znaleziono pod nią jakieś robaki z czerwonymi głowami. Wścibidurzyna wypominała Annie: Anno, zakryłaś te robaki liściem kapusty.
Gdy tylko Anna wyszła z ogrodu, Wścibidurzyna od razu to zgłosiła. Zapytano Jedynaczkę, czy widziała diabła. Odpowiedziała: Widziałam – a potem dodała: Niechże tak będzie. I znowu zawołała: O wodo, wodo, niesprawiedliwie mnie osądziłaś! Anna Bogdanka z Koźmina zeznała dobrowolnie: Pływałam dlatego, że wrzucono mnie do wody na bok, a inne kobiety mężczyźni puszczali na nogi i one nie chciały pływać. Kiedy siedziałyśmy w spichrzu, mówiłam towarzyszkom, żeby nie opowiadały byle czego. Ja nic nie umiem i nic nie powiem, ale gdyby pan kazał mnie wypuścić, dałabym krowę. Na nic to jednak. Gdyby nas posadzono osobno, nie namawiałybyśmy się nawzajem. Zołja Kaliścina zeznała dobrowolnie, że pływała dlatego, iż miała na sumieniu grzech związany z dzieckiem, które zakopała przy Bożej Męce (przed Wielkanocą). Bogdajka mówiła Jedynaczce: Miła Anno, nic nie opowiadaj, bo ciebie wezmą pierwszą. Anna Strzeżyduszyna zeznała: Wzięto mnie, bo pływałam. Ale do wody nie wrzucano jednakowo: jedne z ostrożnością, inne jak się dało. Słyszałam też od ludzi, że jeśli która jest czarownicą, to choć ją zanurzają, i tak pływa jak kaczka. Ja tylko wystawiałam głowę z wody.
Po południu Anna Jedynaczka dobrowolnie zeznała, że nic nie wie, tylko umiała wróżyć. Gdy komuś coś zginęło, kładła na talerzu dwa kawałki chleba razowego i dwa węgle. Jeden kawałek chleba wbijała na igłę. Ten chleb miał się poruszać i jeśli zatrzymał się nad drugim chlebem, to zguba miała się odnaleźć – a jeśli nad węglem – miała się już nie odnaleźć. W podobny sposób wróżyła też o życiu i śmierci podczas moru, gdy ktoś ją prosił. Wzywała świętych Piotra i Pawła. Jeśli wskazanie padało na rozpalony węgiel – mówiła, że człowiek umrze; jeśli na chleb – że przeżyje. Twierdziła, że wiele osób, którym wróżyła, nadal żyje. Dostawała za to dobrą zapłatę. Nauczyła się tego od zmarłej Rebaskiej.
Agnieszka Wścibidurzyna, przy urzędowej prezentacji i w obecności innych osób, wypominała w oczy Annie Jedynaczce, że na jej łożu siedziała czarna kura, a kawałek była popielata. Na tym miejscu znalazła białe, długie robaki – na pół palca – z czerwonymi głowami. Twierdziła, że widziała, jak Jedynaczka potajemnie je zakopała i przykryła to miejsce liściem kapusty. Jedynaczka odpowiedziała: Widziałaś diabła. A gdy długo się sprzeczały, dodała: Niech będzie, jak mówisz. Ale choćby tak było – czy biegłabym do tej kury, gdybym była czarownicą? Wścibidurzyna twierdziła też, że nieraz w swojej kapuście znajdowała kurze jaja i przez to marniały jej rośliny, a kiedy jaja wyjmowała, wszystko się poprawiało. I to wszystko składała pod przysięgą. Na końcu powiedziała do Anny: Jesteś czarownicą.
Po odejściu Wścibidurzyny Jedynaczka zeznała, że przed żniwami pewna kobieta namówiła ją do czegoś i dała jej 7 groszy oraz obrus. Kazała jej zrobić w nim dziury i prosiła, żeby kupiła w Kole truciznę na szczury udając, że obrus pogryzły szczury. Anna poszła jednak poradzić się sąsiadek i odradziły jej to. Wiedzą o tym Łaszczykowa oraz Kuźmianka Strączkowa z synową. Następnie (w trakcie tortur i po torturach) Anna Jedynaczka zmieniała zeznania. Zapytana o kurę, która siadała między kapustą, mówiła, że kura po prostu znosiła się w kapuście, a takich robaków bywa tam wiele. Powiedziała też, że młynarka Kwiatkowska dała jej pieniądze na truciznę, a dziewka Zofka o tym wiedziała. Kuźniczce mówiła: Musicie o tym wiedzieć: wasza siostrzenica źle myśli o zdrowiu swojego męża. Dała mi kukiełkę na drogę, żebym pobiegła do miasta Koła, a tę truciznę miałam dać jej mężowi. Zapytano ją, dlaczego nie powiedziała o tym mężowi tej kobiety. Odpowiedziała: Nie miałam do tego rozumu. Dodała, że gdy jej odradzono, zwróciła owe 7 groszy. A gdy kobieta ją najęła, dała jej obrus i kazała go podziurawić, aby uwierzono, że pogryzły go szczury. Opowiadała dalej, że gdy chodziły do lasu na chmiel, znalazły okrągłe miejsce za łąką Maćkową. Inne mówiły, że tam tańczą czarownice. Niedługo potem Bieliska i Kotowska zabrały ją na to miejsce. Twierdziła, że „coś” niosło je wszystkie – nie szły pieszo – i że tam tańczyły. Było tam wielu innych ludzi, ale nieznajomych, bo mieli kaptury na twarzach. Grał im nieznajomy chłop, miał czarną twarz. Piły piwo z długiego naczynia, ale nie wie, skąd się brało. Mówiła, że zbierają się tam na Wniebowstąpienie. Kotowska i Bielicka były już u niej, namawiając ją, żeby poszła z nimi. Osoby w kapturach były miłe i zadbane. Tańczyły też „dwa pany”. Kotowska trzymała świeczkę, a Anna trzymała szklanicę i nalewała innym kobietom. Mówiła też, że na Łysej Górze bywa ich tak dużo, że nie sposób policzyć. Już wcześniej smarowała się u Kotowskiej – gdy ktoś posmaruje się pod pachą, to zaraz wylatuje kominem. Dodała, że ma też „towarzysza” Wcientowskiego, ale nie chce z nią współżyć, bo – jak mówiła – jest jeszcze „niewypróbowana” (czyli dziewica), więc kazał jej szukać młodszej dla niego. Z Kotowską Słupecki nie chce żyć, bo jest stara. Powiedziała, że w Kozubowie Anuleczka umie czarować. Chrzanowska ma robić coś panu Wysockiemu, żeby zyskać jego łaskę, ale sama nie ma do niego przystępu – ma go tylko jej Szatan. Mówiła, że gdy ktoś zakopie trupa lub kość, człowiek zacznie się czuć źle. A gdy robią to na szkodę ludzi, wypowiadają słowa: Boże, obyś skruszał jak ta kość skruszała. Jadwigę Kazimierzową na Łysej Górze poznała po srebrnym, skręconym paseczku. Miała przy sobie pachołka Laskowskiego. Było tam też wielu nieznajomych.
Sposób odczyniania tych „złości” opisała tak: przed wschodem słońca trzeba wziąć wódkę i kawałek bzu mówiąc: Pomagaj, Panie Boże, daj zdrowie. Gdy zepsuje się mleko, cedzi się je przez wianek z monstrancją. Kto chciałby poznać czarownicę w okolicach Wniebowstąpienia – w wigilię świętych Filipa i Jakuba – gdy czarownica zamienia się w kotkę albo białoszyjnego psa, ten ma położyć się pod broną, na siebie nałożyć darń i ziemię. Kiedy ta spyta: Czy jest tu ktoś? – odpowie: Jest, ale pod ziemią. A jeśli odezwałby się inaczej, to – jak twierdziła – czarownica dźgnęłaby go nożem, który zawsze ma go przy sobie. Powiedziała też, że w Dąbrowie była sama i zamieniła się w kotkę. Chrzanowska miała „odbierać mleko”; odczyniać to trzeba grabiną i brzeziną, a potem wylać na to wódkę.
Woźną z Turku nazywały „królową”. Biedne kobiety służyły jej i kłaniały się. Miała kaptur na twarzy, była w kożuchowym okryciu i w płaszczu, a inne obok niej też miały czarne kaptury na twarzach. Anna Bogdanka podczas tortur zasnęła (zemdlała). Gdy ją pytano: Śpisz, Anno? – odpowiadała: Śpię, do diabła. Gdy pytano: Bywałaś na Łysej Górze? – odpowiadała: Bywał tam diabeł. Gdy pytano: Gdzie jest ta Łysa Góra? – mówiła: Gdzie urosła. Zeznała też, że brała mleko u Salwy do skorupy, że zamieniała się w kotkę, a Kaliścina bywała z nią najczęściej w czwartek. Były też u żony włodarza (zarządcy majątku).
Gdy bywały na Łysej Górze, były tam nieznajome panie z czarnymi kapturami na twarzach. Piły tylko przez małą dziurkę w kapturze. A ci zdrajcy szatani mieli po jednej dziurze w nozdrzach i nogi jak bociany. Powiedziała, że ta Łysa Góra jest pod Poznaniem. Tam starsze, bogatsze panie piły wino, a ubogie wieśniaczki – piwo. I one, biedniejsze, nalewały im i za każdym razem kłaniały się bardzo nisko, ze strachem.
Na końcu ogłoszono dekret: W sprawie kryminalnej, wniesionej o złe uczynki przeciw Annie Jedynaczce i Annie Bogdance, które to wspomniane towarzyszki, niepomne chrześcijańskiego powołania, które wyrzekły się na chrzcie świętym przeklętego czarta i jego mocy – zawarły z szatanami przymierze do złych uczynków, niepomne przykazania Bożego i miłości bliźniego oraz surowości prawa pospolitego. Sąd wójtowski w Turku, według surowego prawa magdeburskiego, zgodnie je uznał za godne śmierci przez spalenie i przekazuje je do spalenia przez podwójskiego sądowego. Turek w procesach o czary nie był odosobniony. Najbardziej rzetelne źródła wskazują na ponad 1300 udokumentowanych rozpraw sądowych w Koronie (1501-1794), w wyniku których skazano na śmierć kilkaset osób. Ostatnia polska „czarownica” – Barbara Zdunk – spłonęła w miasteczku Reszel w 1811 roku.
Paweł Janicki





