Narastające od miesięcy skargi na intensywny, trudny do zniesienia zapach stały się jednym z głównych tematów spotkania, jakie niedawno odbyło się w Turku. Mieszkańcy wskazują na teren miejskiej oczyszczalni ścieków jako potencjalne źródło problemu, jednak jej kierownictwo stanowczo odpiera zarzuty, sugerując, że przyczyna może leżeć gdzie indziej.
Zapach, który – jak relacjonują mieszkańcy – przypomina woń zgniłych jaj, nie ma nic wspólnego ani z obornikiem, ani z paliwem. W ich ocenie może to wskazywać na obecność siarkowodoru. Szczególnie uciążliwy jest w godzinach wieczornych.
– Codziennie śmierdzi od 19.00 do 23.00. I co ciekawe, kiedy umawiamy się na spotkanie albo pojawia się kontrola, zapach nagle znika – mówił jeden z mieszkańców podczas zebrania.
Podobnych głosów było więcej. Uczestnicy spotkania zwracali uwagę na powtarzający się schemat: brak zapachu w czasie kontroli i jego powrót tuż po ich zakończeniu.
– Były kontrole i przez dwa miesiące nie było zapachu. Teraz od dwóch tygodni wszystko wróciło. Dokładnie tego dnia, kiedy pojawia się kontrola, przestaje śmierdzieć – relacjonowano.
Prezes PGKiM w Turku zdecydowanie zaprzeczył, jakoby instalacja była źródłem problemu. Podkreślił, że zakład działa zgodnie z dokumentacją zatwierdzoną przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska i zapowiedział możliwość konsultacji z instytucją.
– Proszę zapytać WIOŚ, czy my w ogóle możemy magazynować siarkowodór. Oni mają naszą dokumentację techniczną – mówił.
Jednocześnie zapewniał, że gdyby zapach faktycznie pochodził z oczyszczalni, podjęto by natychmiastowe działania. Według prezesa źródło może znajdować się poza terenem oczyszczalni. Wśród możliwych przyczyn wskazywał m.in. działalność okolicznych gospodarstw rolnych. Sugestia ta spotkała się jednak z reakcją jednego z rolników obecnych na spotkaniu, który stanowczo zaprzeczył takim oskarżeniom. Mieszkańcy nie kryli frustracji, zwracając uwagę na brak konkretnych działań i skutecznych metod identyfikacji źródła problemu.
– Pracownicy szukają zapachu, ale nie są do tego przeszkoleni i nie mają odpowiednich urządzeń – podnoszono.
Dyskusja objęła również kwestie techniczne. Prezes argumentował, że instalowanie czujników siarkowodoru w sieci kanalizacyjnej nie przyniesie efektu, ponieważ gaz ten naturalnie występuje w ściekach.
– Czujnik i tak będzie wskazywał obecność siarkowodoru. To niczego nie rozwiąże – tłumaczył.
Część mieszkańców nie zgodziła się z tym stanowiskiem, wskazując, że nowoczesne urządzenia pozwalają wykrywać zmiany stężenia i mogą pomóc w namierzeniu źródła emisji.
– Jeśli dochodzi do większego zrzutu, można prześledzić jego drogę i dojść do źródła. Natężenie zawsze się zmienia – argumentowano.
Dodatkowe kontrowersje budzi fakt, że uciążliwy zapach pojawił się – według mieszkańców – po modernizacji oczyszczalni, która miała poprawić jej funkcjonowanie.
– Była modernizacja za ogromne pieniądze, a teraz śmierdzi bardziej niż wcześniej – podkreślano.
Na razie żadna ze stron nie przedstawiła jednoznacznych dowodów potwierdzających swoje stanowisko. Kontrole nie wykazały nieprawidłowości, a mieszkańcy nadal zmagają się z uciążliwościami, które – jak twierdzą – znacząco wpływają na komfort życia, zwłaszcza w okresie letnim.
Spór o uciążliwy zapach w Turku wciąż pozostaje nierozstrzygnięty. Mieszkańcy konsekwentnie wskazują na oczyszczalnię ścieków jako możliwe źródło problemu i domagają się konkretnych działań, natomiast władze PGKiM odrzucają te zarzuty, podkreślając brak dowodów i sugerując inne potencjalne przyczyny. W efekcie konieczne wydaje się dalsze, bardziej szczegółowe badanie sprawy, które pozwoli jednoznacznie ustalić źródło zapachu i wypracować skuteczne rozwiązanie.





