Turek w objęciach urzędniczego optymizmu, czyli o tym jak przyjmowano strategię rozwoju miasta

2026-07-23

Wczorajsza sesja Rady Miejskiej w Turku przejdzie do historii nie jako przełom w myśleniu o przyszłości miasta, ale jako kolejny pokaz urzędniczego samozadowolenia. Uchwała w sprawie przyjęcia Strategii Rozwoju Miasta Turku na lata 2026–2030 przeszła stosunkiem głosów 13 „za” przy 4 głosach wstrzymujących się stając się kolejnym dokumentem uchwalonym w cieniu miasteczkowego kryzysu demograficznego i gospodarczego. Problem w tym, że zamiast unikalnej, odważnej wizji szytej na miarę lokalnych potrzeb, mieszkańcy dostali opasłą publikację przygotowaną przez zewnętrzną firmę doradczą, która na pierwszy rzut oka wydaje się być kopią powielaną w dziesiątkach innych samorządów.

Dokument sprawia wrażenie odrealnionego, a wnikliwa lektura ujawnia zaskakujące przeoczenia oraz całą serię logicznych sprzeczności. Diagnoza zawarta w samej strategii bezlitośnie punktuje realia. Czytamy w niej wprost o drastycznym spadku liczby mieszkańców, ujemnym przyroście naturalnym oraz starzeniu się lokalnej społeczności. Liczba osób w wieku produkcyjnym i przedprodukcyjnym stale maleje. Co więcej, przywołane w dokumencie badania ankietowe przeprowadzone wśród absolwentów szkół średnich wyraźnie pokazują, że większość młodych ludzi planuje poszukiwać zatrudnienia i układać sobie życie poza powiatem tureckim, wybierając metropolie ze względu na wyższe zarobki i realne możliwości rozwoju.

Jakie recepty na ten drenaż demograficzny i intelektualny proponują autorzy strategii? Zamiast odważnych koncepcji i konkretnych rozwiązań dostajemy gigantyczną porcję okrągłych słówek i urzędniczej nowomowy. Strategia aż roi się od haseł typu „zwiększenie jakości”, „wzmacnianie potencjału”, „podejmowanie działań” czy „zintegrowany system”.  Słabych punktów tego dokumentu z perspektywy młodych ludzi jest bez liku. Przede wszystkim razi całkowity brak atrakcyjnej oferty gospodarczej dla osób ambitnych i wykształconych. Strategia zakłada dalsze uzbrajanie terenów w i tak nie funkcjonującej należycie Tureckiej Strefie Inwestycyjnej oraz opieranie się na mikroprzedsiębiorstwach i tradycyjnym przemyśle. Zabrakło jednak jakichkolwiek działań nastawionych na przyciągnięcie firm z sektora nowoczesnych technologii, IT, usług biznesowych czy branż kreatywnych. Młody człowiek po studiach wracający do Turku nie znajdzie w tej strategii żadnej nadziei na dobrze płatną pracę zgodną z kwalifikacjami, bo miasto wciąż widzi się w roli zaplecza taniej siły roboczej.

Kolejnym problemem jest komunikacyjna pustka i wykluczenie na własne życzenie. Jedną z największych barier rozwoju miasta jest brak połączenia kolejowego i ograniczone możliwości sprawnego dojazdu do dużych ośrodków akademickich i gospodarczych. Tymczasem w dokumentach strategicznych temat torów kolejowych traktowany jest wymijająco i asekurancko, przez co młodzi bez własnego samochodu wciąż są skazani na wykluczenie transportowe i walkę z rzadko kursującą komunikacją autobusową. 

Najlepszym dowodem na to, z jak powierzchownym opracowaniem mamy do czynienia, jest lista kluczowych lokalnych pracodawców. W dokumencie wyliczono szereg miejskich i prywatnych podmiotów, ale z nieznanych i trudnych do zrozumienia przyczyn całkowicie pominięto choćby zakład DeVeris, który w ostatnim czasie budzi wiele emocji. W zasadzie cała sekcja poświęcona rynkowi pracy opiera się na ogólnikach, z których zupełnie nie wynika, jakie konkretnie nowe zakłady produkcyjne czy branże miałyby w najbliższych latach powstać w Turku.

To jednak dopiero początek zestawienia kuriozalnych sprzeczności, jakimi najeżony jest ten tekst. Autorzy z jednej strony dumnie obwieszczają w diagnozie, że w mieście prężnie rozwijają się ścieżki rowerowe i pieszo-rowerowe, by po chwili przedstawić twarde dane, z których wynika, że w ciągu roku ich długość zwiększyła się o… zaledwie jeden kilometr (z 14,5 km do 15,5 km). Równie poetycko potraktowano temat oświaty. W jednym miejscu czytamy entuzjastyczne deklaracje o wysokiej jakości kształcenia i stabilnym funkcjonowaniu placówek, by na sąsiednich stronach zderzyć się z brutalnym przyznaniem, że samorządu nie stać na adekwatny rozwój infrastruktury edukacyjnej, a budynki szkolne generują ogromne straty ciepła i pilnie wymagają kosztownych termomodernizacji. 

Żeby być sprawiedliwym, w tym ponad stustronicowym opracowaniu da się znaleźć pojedyncze jaśniejsze punkty. Teoretycznie na plus należy zaliczyć chwalony przez mieszkańców deptak na 650- lecia oraz rynek. Tu jednak są to subiektywne oceny, które nie powinny być poddane dodatkowej analizie. Należy również pochwalić słuszne nastawienie na kompleksową termomodernizację budynków użyteczności publicznej i szkół oraz rozwój projektów proekologicznych, takich jak wykorzystanie energii geotermalnej w miejskim systemie ciepłowniczym. Jednak podczas gdy w analizach i wykazach inwestycji infrastrukturalnych dumnie eksponuje się budowę ciepłowni geotermalnej jako flagowy projekt transformacji energetycznej Turku, rzeczywistość po raz kolejny rozmija się z oficjalną narracją. Mieszkańcy doskonale pamiętają przecież, że uroczyste otwarcie geotermii zapowiadano i planowano na 30 czerwca. Tymczasem termin minął, a ze strony władz miasta zapadła w tej sprawie głęboka, wręcz wymowna cisza.

Kluczowe wyzwania rozwojowe traktowane są zbyt powierzchownie — temat wykluczenia komunikacyjnego i budowy kolei zbyto asekuranckimi frazesami o prowadzeniu „dalszych analiz”, ponad 250 rodzin czeka w paraliżu na mieszkania komunalne bez realnych widoków na szybką zmianę, a zniszczony budynek Miejskiego Domu Kultury nie oferuje młodym żadnej nowoczesnej przestrzeni do spędzania czasu wolnego.  Przyjęta strategia rozjeżdża się z rzeczywistością na niemal każdej płaszczyźnie, stanowiąc podręcznikowy przykład dokumentu pisanego.

Podczas gdy snuje ona wizje nowoczesnej i estetycznej przestrzeni miejskiej, codzienność mieszkańców centrum Turku wygląda zgoła inaczej. Trudno mówić o budowaniu atrakcyjnego miasta dla młodych ludzi czy rozwijaniu funkcji turystycznych i rekreacyjnych, gdy w samym sercu Turku od dawna unosi się obrzydliwy smród, a po ulicach i podwórkach bezkarnie grasują szczury. Walka z rzeczywistością to przepaść, jaka dzieli puste deklaracje zawarte w dokumentach od prozaicznych problemów sanitarno-porządkowych.

Wstrzymanie się od głosu czwórki radnych – Dariusza Kałużnego, Grzegorza Wojtczaka, Marty Kiszewskiej, Zbigniewa Korzeniowskiego było w tym kontekście jedyną racjonalną postawą wobec festiwalu urzędniczych życzeń. Jeśli władze miasta nadal będą mylić uchwalanie bezrefleksyjnych frazesów z realnym zarządzaniem rozwojem, Turek będzie błyskawicznie wyludniał się i starzał, bo młodzi mieszkańcy zamiast czytać papierowe obietnice, po prostu wybiorą bilet w jedną stronę.

Zostaw komentarz

Szukaj

Najnowsze wiadomości

Redakcja

Adres:
Kwiatowa 24, 62-700 Turek
Telefon: 508 220 173

 

e-Mail:
kblaszczyk@iturek.net
redakcja@iturek.net
reklama@iturek.net

Archiwum

Poprzednia wersja serwisu
dostępna jest pod adresem:

old.iturek.net