Czwartkowa tj,26 lutego sesja Rady Miejskiej w Turku mogła być merytoryczną rozmową o pieniądzach z zewnętrznych źródeł oraz o skuteczności działania władzy i realnych planach inwestycyjnych. Zamiast tego momentami była pokazem bezradności i przerzucania odpowiedzialności. Wszystko okraszone było polityczną wybiórczą pamięcią. Przede wszystkim kolejny raz potwierdziło się, że problem z pozyskaniem dofinansowania dla Turku to nie epizod, ale utrwalone w czasie zjawisko.
Projekty z przeszłością
Podczas sesji miejskiej radny Grzegorz Wojtczak zadał pytanie dotyczące inwestycji bieżących i pozyskiwanych na nie środków. Dopytywał także o plany. W odpowiedzi usłyszał, że w realizacji znajduje się 15 projektów z dofinansowaniem o łącznej wartości ponad 30 mln zł. Sformułowanie to zabrzmiało obiecująco, dopóki nie doprecyzowano, że znaczna część z tych pieniędzy została pozyskana w latach 2022–2023 i ma charakter wieloletni. Innymi słowy – miasto żyje dziś w dużej mierze efektami wcześniejszej pracy. Lista inwestycji – od ścieżek rowerowych, przez cyfryzację urzędu, po projekty edukacyjne i społeczne – pokazuje raczej mozaikę średnich i mniejszych przedsięwzięć niż przełomowe projekty rozwojowe. Nawet program fotowoltaiki dla mieszkańców, który pierwotnie był wart ponad 5,6 mln zł – skurczył się przez niewielkie zainteresowanie do niespełna 3,9 mln zł.
– Musimy pytać nie tylko o to o jakie wnioski wystąpimy, tylko jakie realizujemy obecnie. W tej chwili w moim wydziale realizujemy 15 projektów dofinansowanych na kwotę ponad 30 mln zł. Te 15 projektów ma podpisane już umowy o dofinansowanie. Przypomnę, że projekty które czasami pisaliśmy w 2022-2023 roku mają charakter wieloletni, dlatego mówimy również o takich projektach, które były pisane w latach poprzednich, ale dzisiaj mamy nad nimi bardzo dużo pracy i one potrwają do 2028 roku, więc czasami jak będą powtarzać tytuł to tylko dlatego, że dane inwestycje zaplanowane zostały na kilka lat. Sam proces pisania wniosku to jest ileś tygodni, czasem miesięcy, potem kilka tygodni to ocena tego wniosku no i już sama realizacja – tłumaczyła Agnieszka Dłoniak, kierownik Wydziału Strategii i Projektów Zewnętrznych UM w Turku.
Lista projektów pokazuje jednak skalę i charakter tej aktywności. To między innymi zakup i instalacja fotowoltaiki dla mieszkańców – pierwotnie ponad 5,6 mln zł, a po spadku zainteresowania ok. 3,878 mln zł. Wśród nich jest także budowa drogi rowerowej wzdłuż ulic Kaliskiej i Gorzelnianej – 2,097 mln zł, ścieżka rowerowa wzdłuż drogi wojewódzkiej 470 (10 km) – ponad 15,482 mln zł we współpracy z gminami, przebudowa placu przy ul. Legionów Polskich – 1,889 mln zł, zbiornik retencyjny przy basenie – 605 tys. zł, cyfryzacja i cyberbezpieczeństwo urzędu – ponad 2,3 mln zł, a także projekty edukacyjne i społeczne, które oscylują na łączną kwotę kilku milionów złotych. Miasto realizuje także remont pięciu lokali komunalnych – 253 tys. zł oraz przedsięwzięcie związane z utworzenie biura ZIT. Na ocenę i ewentualne dofinansowanie czekają dwa kolejne wnioski. Jeden z nich dotyczy podniesienia jakości pracy urzędników, a drugi to kontynuacja projektu dotyczący dodatkowych zajęć przedszkolach. Aktualnie najbardziej zaawansowany projekt realizowany przez Miasto Turek dotyczy komunikacyjnego centrum przesiadkowego. Jednak o pieniądze na jego realizację miasto dopiero będzie się ubiegać. Reszta to oczekiwanie na nabory wniosków o dofinansowanie i niepewność co do zasad tych konkursów.
To katalog działań potrzebnych, ale trudno uznać go za przełomowy rozwojowo. W dyskusji jaka wywiązała się podczas sesji kilkukrotnie powtarzał się ten sam schemat – składane przez Miasto wnioski o inne duże przedsięwzięcia są kwalifikowane jako formalnie poprawne, zdobywają pozytywne oceny, a mimo to nie otrzymują wsparcia finansowego z uwagi na brak pieniędzy. Dotyczy to zarówno projektów drogowych, jak i kulturalnych. Radni usłyszeli, że w przypadku części naborów samorząd nawet nie wie, jakie projekty zostały rekomendowane dalej.
Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że to wygodne wytłumaczenie. Transparentność systemu konkursowego bywa problemem, ale skuteczne samorządy mimo to zdobywają środki. I tu pojawia się najboleśniejsze porównanie – mniejsze gminy w powiecie radzą sobie wyraźnie lepiej, pozyskując dziesiątki milionów na kulturę czy infrastrukturę. Dysproporcja nie jest przypadkiem. Jest sygnałem.
Koniec bajki o „złym rządzie”
W poprzedniej kadencji politycznym alibi był rząd tworzony przez Prawo i Sprawiedliwość. Brak dotacji tłumaczono brakiem przychylności władzy centralnej. Problem w tym, że dziś ta narracja przestaje działać, bo układ polityczny się zmienił, a efekt pozostaje podobny – pieniędzy nadal jest niewiele. Najtrafniej – i chyba najbardziej zaskakująco biorąc pod uwagę jego wcześniejsze wypowiedzi – ujął to radny Marcin Derucki.
– Jestem wstrząśnięty tą sytuacją, kiedy zarówno nasze miasto, jak i pozostałe gminy wnioskujące nie otrzymały pieniędzy, o które wnioskowały. My tak naprawdę nie wiemy, jakie były kryteria. Nie rozwijając tego tematu, takie metody kojarzyły mi się z poprzednią władzą, jednak mimo wszystko miasto otrzymywało pieniądze – mówił radny, podważając prostą tezę większości radnych, że wcześniej pieniędzy nie było wcale.
To zdanie wybrzmiało mocniej niż cała wielominutowa dyskusja, natomiast nie można nie przytoczyć również wypowiedzi radnego Marczewskiego.
– Był taki czas kiedy wszyscy byli wkurzeni i zniesmaczeni tym, że nasze projekty przechodziły tylko dlatego, że jakiś poseł miał większą siłę przebicia. Chodziło o to by było to uczciwie, oceniane tak jak powinno być a nie dlatego, że ktoś pójdzie i coś załatwia. Czy chcecie powrotu do tego? To powinno być rzetelnie, obiektywnie oceniane – oceniał z kolei radny Marian Mirosław Marczewski.
Przytoczone słowa brzmią jak deklaracja wysokich standardów w lokalnej polityce. Problem polega jednak na tym, że rzeczywistość funkcjonowania włodarzy Turku wygląda inaczej. Trudno traktować te słowa bez dystansu, gdy równolegle radny Marczewski regularnie podkreśla współpracę i zabiega o obecność w Turku posła Tadeusza Tomaszewskiego, chwaląc się jego wsparciem i lobbowaniem na rzecz regionu. Albo więc lobbing jest zły – albo jest dobry ale wówczas gdy dotyczy „naszych”. Próba pogodzenia tych dwóch tez kończy się polityczną niewiarygodnością.
Kultura: ambicje większe niż skuteczność
Szczególnie wyraźnie problem widać w kulturze. Dyrektor MDK w Turku Paweł Siwiński – wywołany poniekąd do tablicy – wyliczał kolejne wnioski bez dofinansowania, mimo pozytywnych ocen. Jednocześnie zapowiedział dalsze aplikowanie i nadzieję na skuteczność. Ambitne plany przebudowy MDK za ok. 24 mln zł uzależnione są od środków norweskich, których regulamin może… wykluczyć miasto. Czyli znów – nadzieja zamiast pewności. Pojawiają się w tym miejscu też pytania niewygodne, ale konieczne. Czy instytucje kultury mają wystarczające zaplecze kompetencyjne i wsparcie magistratu dla skutecznego konkurowania o duże granty? Samo składanie wielu wniosków nie jest strategią, jeśli kończy się serią odmów.
Sesja pokazała ogromną ilość tłumaczeń i bardzo mało autorefleksji. Winny bywa system, wojewoda, brak informacji, kryteria, polityka, regulaminy, a czasem po prostu pech. A efekt jest taki, że miasto od kilkunastu miesięcy nie może przebić się w kluczowych naborach infrastrukturalnych. Duże projekty odpadają, a tempo inwestycyjne pozostaje wyraźnie niższe niż w wielu mniejszych gminach naszego powiatu. Nie da się w nieskończoność tłumaczyć słabej skuteczności czynnikami zewnętrznymi. Bo jeśli wszyscy dookoła potrafią zdobywać środki w tym samym systemie, to problem przestaje być systemowy. Czas wyjść z ofensywy i przejąć inicjatywę.





