– Wójt na pana, pan na księdza, a nam wszystkim tutaj nędza – parafrazując słowa Mikołaja Reja powiedział podczas sesji rady powiatu tureckiego wójt gminy Turek Karol Mikołajczyk. Trudno o lepsze podsumowanie wielogodzinnej dyskusji poświęconej uciążliwościom zapachowym, które od miesięcy dają się we znaki mieszkańcom Turku i okolic. Mimo licznych kontroli, sporów i wzajemnych pretensji, odpowiedzi na najważniejsze pytanie nadal brak: co właściwie jest źródłem fetoru unoszącego się nad miastem?
Temat odoru powraca od co najmniej roku podczas spotkań samorządowych różnych szczebli. Tym razem podczas sesji Rady Powiatu Tureckiego pytano o konkretne działania podjęte przez samorząd oraz o to, czy starostwo zwracało się do PGKiM o dane dotyczące firm przekraczających dopuszczalne normy.
Kierownik referatu ds. ochrony środowiska Jarosław Szczap wyjaśniał, że mowa jest o przekroczeniach parametrów ścieków, a odpowiedzialność za ich badanie i jakość spoczywa przede wszystkim na przedsiębiorstwach odprowadzających ścieki. Podkreślał również, że obowiązkiem przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjnego jest monitorowanie sieci kanalizacyjnej. Jarosław Szczap mówił również, że rozmawiał ze starostą o możliwości zobowiązania dwóch firm, wobec których pojawiają się podejrzenia dotyczące przekroczeń, do wykonania przeglądu ekologicznego. Takie działania mogłyby jednak zostać podjęte dopiero po zakończeniu kontroli prowadzonej przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Jak zaznaczał kierownik, nałożenie obowiązku wykonania przeglądu ekologicznego wymaga podstaw prawnych. To także kosztowna procedura dla przedsiębiorcy, który sam wybiera wykonawcę opracowania i sam za nie płaci. Co więcej, nie ma gwarancji, że taki dokument wskaże źródło problemu. Przegląd ekologiczny jest bowiem narzędziem stosowanym właśnie wtedy, gdy wiadomo, że występuje problem środowiskowy, ale brakuje dowodów pozwalających jednoznacznie określić jego przyczynę.
Podczas sesji przypomniano o problemie, który od lat utrudnia walkę z podobnymi zjawiskami w całym kraju – w Polsce nadal nie obowiązują normy odorowe. Prace nad odpowiednimi regulacjami trwają od lat, a samorządy często pozostają bez skutecznych narzędzi prawnych. W tym kontekście Jarosław Szczap referatu odniósł się do pojawiających się publicznie opinii, jakoby starosta mógł nakładać kary finansowe lub rozdysponowywać je pomiędzy samorządy. Jak powiedział, takie twierdzenia są „czymś niesłychanie dziwnym”.
Starosta Jan Smak przypominał, że przesłanką do podejmowania działań administracyjnych musi być udowodnienie negatywnego oddziaływania na środowisko poprzez odniesienie wyników kontroli do obowiązujących przepisów. Aktualnie wiadomo jedynie, że coś się dzieje, ale wciąż nie wiadomo dokładnie gdzie i co – zauważył. Podkreślał jednocześnie, że brak ustawy antyodorowej znacząco utrudnia skuteczne działania.
Dyskusję zaostrzył radny Krzysztof Świerk, który zarzucał władzom powiatu opieszałość. Przypomniał, że już 13 maja PGKiM informował o nakładanych karach za przekroczenia parametrów ścieków. W odpowiedzi Jarosław Szczap podkreślał, że badanie sieci kanalizacyjnej należy do obowiązków przedsiębiorstwa, a nie starosty. Głos zabrał również radny gminy Turek Karol Mac, który jako mieszkaniec terenów objętych problemem pytał, jakie działania przez ostatni rok podjął burmistrz Turku. Interesowało go, czy udało się ustalić przyczyny odoru, wskazać odpowiedzialne podmioty i kiedy mieszkańcy mogą spodziewać się poprawy sytuacji.
Na sesji obecny był burmistrz Turku Romuald Antosik. Podkreślał, że spotykał się z przedstawicielami jednej z firm podejrzewanych o emisję nieprzyjemnych zapachów i posiada deklaracje dotyczące działań mających ograniczyć uciążliwość. Jednocześnie pytał, co przez ten sam okres zrobił samorząd powiatowy.
– Nie przyszedłem tutaj po to, żeby się przekomarzać – mówił burmistrz, choć właśnie taki charakter zaczynała przybierać debata.
Jak stwierdził Romuald Antosik część aktywności wokół sprawy ma bardziej polityczny niż praktyczny charakter. I właśnie tutaj pojawiło się największe kuriozum całej dyskusji. Podczas gdy mieszkańcy od miesięcy skarżą się na trudny do zniesienia odór, a wszyscy zgodnie przyznają, że problem jest realny, znaczną część sesji zajęło ustalanie, kto powinien zrobić więcej, kto zrobił za mało i kto za co odpowiada. Tymczasem odpowiedzi na pytanie, skąd bierze się fetor, nadal brak.
Prezes PGKiM Mirosław Wypiór przypomniał, że kontrola WIOŚ rozpoczęła się 13 kwietnia i trwała miesiąc. Była bardzo obszerna, obejmowała również kwestie związane z uciążliwością zapachową. Jej podsumowanie zawiera jednak zapis, że nie stwierdzono naruszeń. Jednocześnie PGKiM zdecydował o wstrzymaniu odbioru ścieków od przedsiębiorców do odwołania. Decyzja ta wzbudziła pytania o możliwości zagospodarowania ścieków przez sąsiednie gminy. Radny Krzysztof Buchelt zastanawiał się nawet, czy nie dochodzi w tym przypadku do wykorzystania pozycji dominującej przedsiębiorstwa. Wójt Karol Mikołajczyk tłumaczył, że decyzja ma charakter zapobiegawczy i jest próbą wyeliminowania jednego z potencjalnych źródeł odorów. Jednocześnie przyznał, że możliwości przyjmowania ścieków przez inne gminy są bardzo ograniczone i liczy na dalszą współpracę z PGKiM.
Do słów burmistrza odniósł się wicestarosta Władysław Karski. Zauważył, że w swojej wypowiedzi Romuald Antosik sprawnie ominął temat samego „smrodu”, skupiając się na firmie, którą – jak przypomniał – sam sprowadził do Turku i której wydał decyzję środowiskową stwierdzającą brak konieczności przeprowadzania oceny oddziaływania na środowisko. Wicestarosta Władysław Karski nie zgodził się również z próbą przerzucania odpowiedzialności na powiat za wydanie pozwolenia na budowę. Jego zdaniem trudno mówić o współpracy, jeśli jednocześnie kieruje się pod adresem partnerów kolejne oskarżenia.
Starosta Jan Smak apelował, by nie przesądzać, że konkretna firma jest źródłem odorów. Jego zdaniem celem wszystkich stron powinno być wspólne ustalenie przyczyn problemu, a nie wzajemne oskarżenia.
– Problemu nie rozwiąże się przerzucaniem odpowiedzialności, tylko wspólnym działaniem – podkreślał.
Dyskusja trwała kilka godzin i z pewnością będzie jeszcze analizowana przez mieszkańców, gdy pełne nagranie sesji pojawi się w internecie. Jedno jest pewne: mimo wielu emocji, sporów i deklaracji, źródło uciążliwych zapachów nadal nie zostało jednoznacznie wskazane. Najbliższym konkretnym krokiem ma być kontrola dotycząca pozwolenia na wytwarzanie i przetwarzanie odpadów, która rozpocznie się 2 czerwca. Równolegle prowadzone są badania gazów w szerokim spektrum substancji – nie tylko siarkowodoru. Być może dopiero ich wyniki pozwolą odpowiedzieć na pytanie, które od miesięcy zadają sobie mieszkańcy Turku i okolic.





