Spór o drzewa na osiedlu Wyzwolenia w Turku nabiera tempa. Po naszym artykule dotyczącym zbierania podpisów mieszkańców w sprawie planowanej wycinki temat stał się przedmiotem publicznej dyskusji. Podczas spotkania mieszkańców z przedstawicielami władz miasta i radnymi, które odbyło się 18 sierpnia, padło wiele pytań dotyczących nie tylko samych drzew, ale przede wszystkim sposobu przygotowania inwestycji wartej około 4,6 mln zł.
Korzenie odkryte dopiero po rozpoczęciu prac
Jednym z najważniejszych tematów przedstawianych przez władze miasta był problem z systemem korzeniowym drzew. Joanna Misiak-Kędziora z Urzędu Miasta tłumaczyła, że chodzi przede wszystkim o drzewa rosnące w pasach zieleni pomiędzy parkingami.
– Mówimy tylko o drzewach, które są w tych pasach dzielących dwa parkingi. Mniej więcej jest tu 2-3 metry przestrzeni zielonej między parkingami. Wykonawca wstrzymał chwilowo roboty z uwagi na to, że jeżeli zakończy projekt, nie da nam on gwarancji co do tego, że te korzenie nie podniosą znowu kostki – mówiła Joanna Misiak-Kędziora.
Jak tłumaczono podczas spotkania, wykonawca po rozpoczęciu prac i odsłonięciu istniejącej nawierzchni ocenił, że korzenie drzew znajdują się bardzo płytko i rozchodzą się pod planowaną powierzchnią. Prace na osiedlu Wyzwolenia zostały czasowo wstrzymane, właśnie ze względu na to, że jeżeli wykonawca zakończy projekt, nie da pewności, co do tego, że korzenie nie podniosą nawierzchni.
Sam burmistrz Romuald Antosik mówił wprost o odpowiedzialności za publiczne pieniądze.
– Nie mogę wziąć na siebie odpowiedzialności za prawie 5 mln zł, nie mając gwarancji, że ta droga będzie zrobiona, bo ci sami, co dzisiaj krzyczą, żeby drzewa zostały, potem będą krzyczeć, że zrobiliśmy wadliwą inwestycję. Z reguły najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy nie ponoszą potem odpowiedzialności – mówił burmistrz.
Dlaczego problem pojawił się dopiero teraz?
Właśnie tutaj pojawia się najważniejsze pytanie: dlaczego okazało się to dopiero teraz?
Podczas spotkania zarówno burmistrz Romuald Antosik, jak i Joanna Misiak-Kędziora tłumaczyli, że nie sposób było wcześniej przewidzieć skali problemu, ponieważ dopiero po zdjęciu istniejącej nawierzchni można było zobaczyć rzeczywisty układ korzeni.
– Dla nas najważniejsze było to, że chcieliście państwo parking. Wnioskujecie o to, żeby go robić. To zostało odkryte dopiero wtedy, kiedy wykonawca zdjął płytę i zobaczył, że korzenie są tak wysoko. I powiedział, że albo robimy parking z wycinką drzew, albo zostawiamy drzewa, ale ja nie zobowiązuję się do tego, że daję gwarancję na wykonanie inwestycji. Więc co mieliśmy do zrobienia? My możemy konsultować z Państwem wszystko. Wyobraźcie sobie – chcemy zrobić parking. Występujemy do Państwa i część z Państwa powie taki ma być parking, część, że taki, a my i tak w końcu podejmujemy swoją decyzję – tłumaczył Romuald Antosik.
Radny Dariusz Kałużny wskazywał, że problemem jest przede wszystkim kolejność działań.
– Tu nie byłoby problemu, jakby działania były prowadzone jak z każdą inwestycją. Najpierw spotkanie z mieszkańcami, co zamierza się zrobić, jaka inwestycja, jak ma to wyglądać, a spotykamy się już przy istniejącej inwestycji – mówił radny Dariusz Kałużny.
Parking czy drzewa? Okazuje się, że możliwe są różne warianty
Miasto podkreśla, że sama prośba o budowę parkingów była zgłaszana wcześniej przez mieszkańców. Problem w tym, że czym innym są potrzeby mieszkańców dotyczące parkingów, a czym innym pokazanie im, jak te parkingi mają wyglądać i ile drzew trzeba będzie w związku z tym usunąć.
Co ciekawe, podczas spotkania okazało się, że pozostawienie drzew jest możliwe, ale oznaczałoby ograniczenie zakresu inwestycji.
– Możemy te drzewa również zostawić. Mamy na to pewne rozwiązanie. Będzie o połowę mniej parkingów, za to więcej zieleni. Też jest takie rozwiązanie – mówiła Joanna Misiak-Kędziora.
Jeden z mieszkańców zwracał uwagę, że problemu nie można rozpatrywać wyłącznie przez pryzmat ochrony drzew.
– Miejsc parkingowych jest zbyt mało. My myśleliśmy, że będzie to poszerzone, zwiększona liczba miejsc parkingowych. Okazuje się natomiast, że w planie jest zmniejszenie tych miejsc parkingowych tak naprawdę o jedną trzecią. Zrównoważony rozwój bierze pod uwagę potrzebę lokalnych mieszkańców. Nie tylko przyrody i ochrony środowiska. Oczywiście to istotne. Jeżeli okazuje się, że nie ma gwarancji na inwestycję ze względu na to, że mogą powstać wybrzuszenia, to powinniśmy podjąć takie kroki, które pozwolą na to, że znajdzie się kompromis. Urząd zaproponował nasadzenia i myślę, że to duży kompromis – mówił mieszkaniec obecny na spotkaniu.
Skala parkingowego problemu jest większa
Podczas spotkania zwracano również uwagę na skalę problemu parkingowego. W blokach na osiedlu mieszka bardzo dużo osób, a nawet zwiększenie liczby miejsc postojowych nie rozwiąże całkowicie problemu.
Mieszkańcy wskazywali także na samochody firmowe i busy, które zajmują miejsca parkingowe, a czasami są pozostawiane na terenach zielonych. Pojawiały się przykłady pojazdów, które utrudniają przejazd, zajmują po dwa miejsca lub dodatkowo ograniczają możliwość korzystania z parkingów.
Mieszkańcy uważają, że nie ma odpowiedniego zabezpieczenia parkingowego dla osób mieszkających na osiedlu.
To pokazuje, że problem jest bardziej złożony niż sama liczba wybudowanych miejsc. Jeżeli po zakończeniu inwestycji nadal zabraknie miejsc parkingowych, mieszkańcy mogą mieć poczucie, że wydano miliony złotych, wycięto drzewa, a zasadniczy problem pozostał.
Władze miasta podkreślały, że pierwotnym założeniem inwestycji nie była wycinka.
– Kiedy zaproponowaliśmy tę inwestycję, naszym celem nie było usunięcie drzew, tylko usprawnienie przestrzeni komunikacyjnej, zrobienie wam drogi, zrobienie parkingów – mówił burmistrz Turku.
Burmistrz Romuald Antosik przekonywał, że samorząd nie chce prowadzić inwestycji wbrew mieszkańcom.
– Musimy sobie powiedzieć – czy parkingi służą mieszkańcom, czy drzewa służą mieszkańcom. Jeżeli wnioskowaliście i radni wnioskowali z tamtej kadencji o to, zabezpieczyliśmy pieniądze, to po to, żeby to wykonać. Ale żeby wykonać, róbmy to solidnie. Chciałbym, żeby ta inwestycja była wykonana, ale nie będę robił nic wbrew woli mieszkańców– mówił burmistrz.
Władze miasta deklarowały, że liczba drzew przeznaczonych do usunięcia będzie ustalana na kolejnych etapach. Jeżeli miasto rzeczywiście chce przekonać społeczność, że wycinka będzie minimalna i obejmie wyłącznie drzewa bezpośrednio kolidujące z inwestycją, powinno po prostu pokazać dokładną listę drzew przeznaczonych do usunięcia. Bez tego dyskusja siłą rzeczy opiera się na niepełnych informacjach.
Joanna Misiak-Kędziora powoływała się również na drzewa, które w przeszłości ucierpiały podczas wichur. Podobny argument przywoływał burmistrz Romuald Antosik, przypominając silne wichury z 2022 roku, które doprowadziły na osiedlu do przewracania i łamania drzew oraz uszkodzenia samochodów. Jak wskazywał, na szczęście nie doszło wówczas do tragedii z udziałem ludzi.
Trudno lekceważyć taki argument, jednak również tutaj warto rozdzielić dwie kwestie: stan konkretnych drzew oraz fakt, że w przeszłości wystąpiły ekstremalne warunki pogodowe. Jeżeli któreś drzewo jest chore, niestabilne lub rzeczywiście stanowi zagrożenie, jego usunięcie może być konieczne. Argument o wichurze nie powinien jednak automatycznie oznaczać, że wszystkie drzewa znajdujące się w pasach zieleni są zagrożeniem.
Władze miasta proponują również nowe nasadzenia. Padała propozycja sadzenia większych drzew, które w przyszłości mają zastąpić te usunięte. Mieszkańcy podczas spotkania zwracali uwagę, że potrzeba kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat, aby młode drzewa dawały podobny cień i wpływały na mikroklimat w podobnym stopniu.
W odpowiedzi wskazywano, że można posadzić drzewa o wysokości około 2,5 metra. To oczywiście lepiej niż sadzenie niewielkich sadzonek, ale nadal nie rozwiązuje problemu utraty istniejących, rozwiniętych koron.
Rozmowy z mieszkańcami czy niepotrzebny konflikt?
Spotkanie nie ograniczyło się do technicznych szczegółów. Włodarze wyraźnie dali do zrozumienia, że samorząd jest zmęczony krytyką inwestycji i komentarzami pojawiającymi się w internecie.
Burmistrz Romuald Antosik mówił o podobnych sytuacjach, które – jego zdaniem – miały miejsce przy wcześniejszych miejskich inwestycjach.
– Niepotrzebny się konflikt z tego robi, ktoś podgrzewa atmosferę. Przecież nie oszukujmy się, bez powodu. Ja już to przerabiałem na parku, na Kaliskiej, na deptaku 650-lecia – przypominał burmistrz Romuald Antosik.
Padło również stwierdzenie, że większość osób komentujących sprawę nie mieszka na osiedlu. Pojawiły się także uwagi o osobach, które „chowają się za komputerem”, a następnie krytykują działania miasta, oraz sugestie, że sprawa może być wykorzystywana politycznie.
Trudno jednak uznać taki sposób argumentacji za najlepszy sposób prowadzenia rozmowy z mieszkańcami. Krytyka inwestycji nie oznacza przecież automatycznie sprzeciwu wobec rozwoju miasta. Można jednocześnie popierać budowę parkingów i uważać, że sposób przygotowania inwestycji był niewystarczający.
Kolejną kwestią są terminy realizacji. – Inwestycja na dzień dzisiejszy ma termin do końca sierpnia przyszłego roku. Jest to inwestycja dwuletnia. Ale z uwagi na terminy wniosków do RDOŚ będziemy musieli termin przesunąć – informowała Joanna Misiak-Kędziora.
Oznacza to, że kwestia ewentualnej wycinki może mieć wpływ nie tylko na zakres inwestycji, ale również na jej harmonogram. Warto przy tym zaznaczyć, że procedura dotycząca drzew nie została jeszcze ostatecznie zamknięta. Jak zapowiadano podczas spotkania, na każdym etapie ma być ustalane, ile drzew faktycznie będzie przeznaczonych do usunięcia.
Sam burmistrz podkreślał, że wycinka wcale nie jest dla miasta prostym rozwiązaniem i konieczne jest otrzymanie pozwolenia na wycinkę drzew. Do tego dochodzi konieczność organizacji samej wycinki, a następnie wykonania nowych nasadzeń. Dlatego trudno mówić o sytuacji, w której miasto po prostu „chce wyciąć drzewa”. Samorząd przekonuje, że jest to raczej konsekwencja problemu technicznego, który pojawił się w trakcie realizacji inwestycji.








