„Teatr jest namiastką tego, czego być może nie dostaliśmy od życia”, czyli jak Dobra stała się miejscem niezwykłej teatralnej wspólnoty

2026-09-08

Czy mała miejscowość może stać się miejscem wielkiej kultury? Czy teatr może zbudować wspólnotę, dać ludziom radość, nadzieję i poczucie, że nie muszą wyjeżdżać do wielkiego miasta, by spotkać się ze sztuką? Historia Teatru w Dobrej pokazuje, że tak. Lena Ledoff i Przemysław Dąbrowski postanowili stworzyć miejsce, które łączy ludzi, pokolenia i artystów. Dziś, po pięciu latach działalności, mówią o drodze, która zaczęła się od miłości do miejsca, a przerodziła w niezwykłą teatralną emocję.

Skąd wziął się pomysł, by właśnie w Dobrej założyć stowarzyszenie i stworzyć teatr?

Lena Ledoff: To była długa droga. Jakieś dziesięć lat temu przeglądałam internet i natknęłam się na ogłoszenie sprzedaży domku na wsi. Dziwne to było ogłoszenie. Piękną polszczyzną autor opisywał kwitnące łąki, pachnące sosną powietrze, uroki grzybobrania, łagodne zachody słońca i wycieczki rowerowe po leśnych ścieżkach. „Nieraz chce się krzyczeć z radości!” zachwycał się. O domku też coś było. Pojechaliśmy zobaczyć i zakochaliśmy się w tym miejscu. Najpierw przyjeżdżaliśmy na weekend, potem coraz częściej. W końcu zamieszkaliśmy. Stowarzyszenie założyliśmy tuż przed pandemią. W tym samym czasie nawiązaliśmy kontakt z Centrum Kultury w Dobrej i dzięki świetnej współpracy z Jackiem Gajewskim, dyrektorem CK, wspólnie stworzyliśmy Teatr w Dobrej.

Przemysław Dąbrowski: Zawodowo jesteśmy związani z Łodzią, głównie z Teatrem Nowym, w którym jestem etatowym aktorem. To tam zamierzaliśmy spędzić resztę życia. A stało się inaczej. Kursujemy regularnie pomiędzy maleńką wsią Zagaj a Łodzią i jakoś udaje się nam pogodzić pracę zawodową z pracą nad Teatrem w Dobrej. Dzięki decyzji o założeniu stowarzyszenia możemy startować w konkursach i ubiegać się o dofinansowania. Dzięki temu nasi widzowie z całej Polski mają możliwość obejrzenia spektakli. Bezpłatnie. Robimy teatr dostępny, przyzwyczajamy mieszkańców Dobrej do czegoś, czego tu jeszcze nie było, a co jest ważnym, atrakcyjnym i najbardziej demokratycznym zjawiskiem w całej szeroko rozumianej kulturze.

Teatr w małej miejscowości mógł wzbudzać zdziwienie. Czy na początku pojawiały się pytania, czy taki pomysł w ogóle ma szansę się udać?

Lena Ledoff: Teatr to chyba było coś, czego Dobra pragnęła, lecz o tym nie wiedziała. To był strzał w dziesiątkę! A to, że Dobra jest małą miejscowością, w ogóle nie ma znaczenia. Myślę, że sam w sobie teatr spełnia jakąś głęboką, pierwotną potrzebę człowieka, by choć na moment pobyć kimś innym, poczuć władzę nad przebiegiem wydarzeń, zatrzymać czas. Stanąć na scenie i być szczęśliwym, po prostu.

Przemysław Dąbrowski: Nie zastanawiałem się nad tym, czy się uda, działałem. Spotkała nas ogromna życzliwość, entuzjazm i chęć pomocy. Teatr to żywy organizm, tam rodzą się wspólne cele, tam zawiązują się przyjaźnie. Powiem inaczej: teatr jest namiastką tego, czego być może nie dostaliśmy od życia: akceptacji, prawdziwej wspólnoty, radości tworzenia, przekraczania siebie. Nasi aktorzy oraz widzowie szybko o tym przekonali się. Mamy stałą grupę aktorów, niektórzy współpracują z nami od samego początku, niektórzy doszli później. Są w różnym wieku, bo jestem wyznawcą teatru międzypokoleniowego. Mamy aktorów w wieku od dziesięciu do osiemdziesięciu paru lat. Możemy zagrać wszystko. Taki teatr nie może się nie udać! A swoją drogą na jakiej wsi? Przypominam, że Dobra ma prawa miejskie.

Jaką rolę teatr może odgrywać w integrowaniu mieszkańców niewielkiej miejscowości?

Lena Ledoff: Teatr tworzy wyjątkową społeczność. „Nasza rodzina” tak mówimy o Teatrze w Dobrej. To nie tylko nasi aktorzy, ale i ich rodziny, przyjaciele, znajomi. Duża grupa widzów przychodzi na każdy spektakl, czasem po przedstawieniach czy koncertach robimy spotkanie z artystami i wtedy możemy wszyscy twórczo porozmawiać. Coraz więcej na naszych spektaklach widujemy osób nie tylko z naszego powiatu, ale i z Poznania, Łodzi, Kalisza, Warszawy. Duża zasługa w tym Przemka, który ani na chwilę w swój Teatr nie zwątpił.

Przemysław Dąbrowski: Bo Teatr w Dobrej nie zwątpił również we mnie. Daje to siłę do dalszych działań.

Co kultura może dać mieszkańcom małej miejscowości, czego nie dają codzienne życie, szkoła czy internet?

Lena Ledoff: Kultura jest powietrzem! Uczy samodzielnego myślenia, prowadzi, pociesza, wzmacnia, daje nadzieję, bywa też zachwycającą, czystą przyjemnością. Kultura powinna wypełniać nasze życie! A niestety, tak nie jest. Boli mnie nierówność, a wręcz przepaść, która dzieli wielkie miasta od małych miejscowości. Żyjemy jakby w różnych światach. Z jednej strony są kulturalne oferty dla najbardziej wyrafinowanych odbiorców, a z drugiej praktycznie nic, albo coś, co z prawdziwą kulturą ma niewiele wspólnego.

Wiem, że są na prowincji ludzie i jest ich spora grupa, którzy pragną obcowania z kulturą, ludzie kochający literaturę, gustujący w dobrej muzyce. Lecz z jakiegoś powodu uważa się, że musi im wystarczyć discopolo, kabarety niskich lotów i darmowe jedzenie na identycznych masowych imprezach. Przepraszam za radykalizm mojej wypowiedzi, ale przeraża mnie, że w XXI wieku są ludzie, Europejczycy poniekąd, żyjący w pięknym, stosunkowo zamożnym kraju, którzy nigdy nie słyszeli brzmienia fortepianu, nigdy nie obejrzeli filmu z prawdziwego zdarzenia, nigdy z własnej woli nie poszli na wystawę malarstwa, już nie mówiąc fotografii czy sztuki współczesnej, nigdy nie kupili książki, nie zadumali się nad wierszem, nie doświadczyli zachwytu nad sztuką, jakąkolwiek sztuką. I nikt ich do tego nie zachęcił! Mają wyłącznie życie codzienne, tanią rozrywkę i internet. Nie odczuwają głodu kultury, bo zwyczajnie nie mają do niej dostępu. To nie jest sprawiedliwe!

Przemysław Dąbrowski: Między innymi dlatego założyliśmy teatr. Na szczęście w naszej gminie jest dostęp i do tak zwanej kultury wysokiej, i do discopolo. Co kto lubi.

Czy działalność w Dobrej zmieniła Państwa sposób patrzenia na rolę artysty?

Przemysław Dąbrowski: Nie sądzę.

Lena Ledoff: Pytanie trudne i różne odpowiedzi przychodzą mi do głowy. Jednego jestem pewna: nie mogę zbyt daleko odchodzić od fortepianu. I to w sensie dosłownym! Kiedy gram, koncertuję, to dzielę się z ludźmi, z publicznością czymś dobrym, wyjątkowym, czymś, co jest po jasnej stronie mocy. Dzielę się Chopinem, na przykład. Dlatego tak ważne są dla mnie moje coroczne koncerty Chopinowskie w Dobrej.

Tam jest trochę inaczej niż na wielkich, prestiżowych scenach. Jakbym grała tylko dla swoich przyjaciół, dla rodziny. To niesamowite, „kameralne” odczucie przy pełnej widowni jest bezcenne. I za to też kocham Dobrą!

Co było dotychczas największym sukcesem „Zagraj”, a co największym wyzwaniem?

Przemysław Dąbrowski: Myślę, że sukcesem jest zbudowanie sprawnego aktorsko zespołu. I to, że lubią się ze sobą spotykać, przebywać razem. Za nami przecież setki spędzonych razem godzin. A wyzwaniem jest każda kolejna premiera.

Lena Ledoff: Dla mnie największym sukcesem jest fakt, że dożyliśmy pięciolecia istnienia Teatru w Dobrej. A największym wyzwaniem? Hm… Może kolejne pięć lat?

Czy ambicją jest stworzenie rozpoznawalnego ośrodka teatralnego, który będzie przyciągał widzów spoza powiatu tureckiego?

Przemysław Dąbrowski: Niekoniecznie. Skupiamy się na działaniach w powiecie tureckim. Sala też ma swoją pojemność. Może kiedyś zorganizujemy festiwal, teatralny albo muzyczny. Wtedy zaprosimy również widzów spoza powiatu.

Jak udaje się Państwu znaleźć czas na projekty w Dobrej, skoro jednocześnie pracujecie profesjonalnie na dużych scenach?

Lena Ledoff: Jesteśmy artystami, rozumiemy się bez zbędnych słów. Oboje umiemy błyskawicznie podejmować decyzje, działać tu i teraz. Wspieramy się. W ogóle to Przemek jest bardziej ogarnięty i konkretny. I to udziela się całemu zespołowi. Uwielbiam patrzeć, jaki porządek panuje za kulisami podczas spektakli, jak nasi aktorzy potrafią pięknie współpracować. Na scenie i, co bardzo ważne, również poza sceną.

Nie od razu tak się stało, teatr wymaga czasu i poświęcenia. I dyscypliny! Bez tego nie dalibyśmy rady z żadnym projektem. A przecież trzeba jeszcze obiad ugotować, pranie wyjąć i z psem wyjść. Na mnie spoczywa też praca scenografa, kostiumografa, komponuję muzykę do przedstawień. A do tego nagrania, próby. Są jeszcze moje wyjazdy na koncerty i spektakle z udziałem stołecznych gwiazd. I kończę nową sztukę. I myślę o kolejnej książce. I zmagam się z wirtuozowskim utworem Gershwina, granie którego w całości zajmuje dwadzieścia minut bez przerwy. I ciągle wydaje mi się, że za mało robię, za mało ćwiczę, piszę, gram. Ciągle za mało! Dzięki Bogu, mam Przemka, inaczej zapracowałabym się na śmierć.

Przemysław Dąbrowski: Ja nie jestem taki zachłanny. Robię, co do mnie należy, staram się. A w tym roku łatwo nie będzie! Oprócz reżyserowania dwóch premier w naszym Teatrze czeka mnie premiera „Klątwy” Wyspiańskiego w Teatrze Nowym w Łodzi. I to wszystko jesienią.

Jakie projekty udało się dotychczas zrealizować i jakie są najbliższe plany Teatru w Dobrej?

Przemysław Dąbrowski: Nie wymienię wszystkiego. Najważniejsze są spektakle Teatru w Dobrej, czyli „Opowieść wigilijna” według Dickensa, „Pchła Szachrajka” Brzechwy, „Moralność pani Dulskiej” według Zapolskiej i „Miłość nie wybacza”. Do tego dziesiątki spektakli z całej Polski. Mamy też duże doświadczenie w prowadzeniu warsztatów wokalno- aktorskich.

A najbliższe plany to dwie premiery Teatru w Dobrej jeszcze w tym roku. 24 października spektakl muzyczny „Czas Komedy” Leny Ledoff, a 5 i 6 grudnia musical „My, psy” Henia Psa. Zapraszamy!

Dziękuję za rozmowę.

Zostaw komentarz

Szukaj

Najnowsze wiadomości

Redakcja

Adres:
Kwiatowa 24, 62-700 Turek
Telefon: 508 220 173

 

e-Mail:
kblaszczyk@iturek.net
redakcja@iturek.net
reklama@iturek.net

Archiwum

Poprzednia wersja serwisu
dostępna jest pod adresem:

old.iturek.net